poniedziałek, 4 listopada 2013

Ciemność


カトン

Obudzona szuraniem w pokoju przewróciłam się na plecy. Zanim otworzyłam oczy, szuranie ustało. Wzruszyłam ramionami z nadzieją na ponowne szybkie zaśniecie. Ułożyłam się wygodnie, gdy drzwi pokoju uchyliły się z cichym szmerem. Nie otworzyłam oczu od razu, poczekałam chwilę. Przez moją głowę przemknęły tysiące pomysłów na raz. Wyraziste obrazy z horroru oglądanego niedawno wróciły niczym bumerang. Otworzyłam lewe oko, nie zobaczyłam nic prócz ciemności. Zamknęłam oko raz jeszcze, próbując uspokoić oszalałe serce. Przecież to tylko filmy, nic się nie dzieje - mówiłam w duchu. Pełna determinacji otworzyłam oczy, tym razem zobaczyłam więcej prócz ciemności. Minęło kilka chwil, zanim zrozumiałam że patrzyłam w oczy potwora, który na mojej ścianie krwią rodziców napisał 'Poczekam'

niedziela, 3 listopada 2013

Moje oczy

  
カトン

Odór śmierci mieszał się z zapachem zgnilizny. Pchnęłam lekko drzwi pomieszczenia zakrywając usta dłonią. Wymioty cofnęły mi się do gardła. Obraz przed moimi oczami był gorszy niż zapach. Wokół okrągłego stołu siedziało pięć osób. Martwych osób. Z oczodołów, nozdrzy, ust i uszu wychodziły larwy. Białe, tłuste larwy, jakby kłóciły się, która pierwsza wpełźnie do środka. Dłonie miały złączone na środku niewielkiego stołu. Jakby związane.. Zszyte. Drutem. Skóra była w trakcie rozkładu, odstająca od kości. Przełknęłam głośno ślinę, sama nie wiedzieć czemu, zrobiłam trzy kroki do przodu. Dopiero teraz dostrzegłam postrzępioną postać w rogu pokoju. Jej długie, kościste palce drżały, jakby się niecierpliwiły. Ścisnęło mnie w gardle. To była kobieta, a raczej czymś co kobietę przypominało. Wpatrywała się pustymi oczami we mnie. 'Czekaliśmy na Ciebie'  zamaszystym ruchem kościstej ręki wskazała na martwe towarzystwo. W jednej chwili chciałam uciekać, krzyczeć, płakać, błagać i być tutaj. Nie mogłam się ruszyć, ani w jedną ani w drugą stronę. Ten głos. Ta osoba. Słone łzy spłynęły mi po policzku, gdy spojrzałam w swoje puste oczy.

Widzę cię.


カトン

'Widzę cię' rzekł cichy głos. Moje ciało przebiegły dreszcze, jakby ktoś szeptał mi te słowa do ucha. Obejrzałam się, a wiatr owiał moją twarz. Nikogo nie ma. Odetchnęłam głęboko i ruszyłam szybszym krokiem. 'Nie uciekniesz' znowu to samo. Znieruchomiałam. Przypomniałam sobie ostatnie incydenty z mojego miasta. Brutalne morderstwa, charakteryzujące się jedną rzeczą. Działy się po zmroku, w wietrzny dzień i w lesie. Zamknęłam oczy, klnąc w duchu na samą siebie. Co mnie podkusiło wychodzić z domu o tej porze? 'Już czas'. W oddali zamajaczyła mi postać, schowałam się za drzewem, patrząc jak męska postać zbliża się w moim kierunku. 'Widzę cię' wyszeptałam uśmiechając się szyderczo widząc przerażenie na jego twarzy.